Moja przygoda z językiem angielskim na Cyprze

Z pobytu na Cyprze w ramach szkolnego projektu Erasmus przywiozłem między innymi krótki tekst mnemotechniczny, który służy angielskim uczniom do zapamiętywania kolorów tęczy: „Richard Of York Gave Battle In Vain”. Pierwsze litery w tym tekście przypominają o kolejności barw: red, orange, yellow, green, blue, indigo i violet.

Pomysł, aby uczyć się języka angielskiego wśród grecko- i tureckojęzycznych Cypryjczyków, wydał mi się początkowo dość dyskusyjny. Jednak szybko zmieniłem zdanie, kiedy okazało się, jak powszechna jest znajomość języka angielskiego wśród mieszkańców wyspy. Była więc okazja, aby ćwiczyć język nie tylko w szkole językowej, ale również w sklepie, restauracji, autobusie czy podczas niespodziewanej kolizji drogowej.

To ostatnie zdarzenie było efektem decyzji o podjęciu się równocześnie nauki języka i jazdy samochodem w ruchu lewostronnym, ponieważ taki obowiązuje na Cyprze. Wypożyczenie samochodu i podróż nim z lotniska do Pachny, gdzie znajdowało się moje pierwsze miejsce zakwaterowania, było pierwszą przygodą, jaką tam przeżyłem. Spociłem się jak mysz w czasie tej jazdy, bo problemem okazał się nie tylko ruch lewostronny, ale także dodatkowe, nieznane mi opcje automatycznej skrzyni biegów, japońskojęzyczny wyświetlacz i równie obco brzmiące komunikaty głosowe. Fakt, że przyjechałem spocony, bardzo się jednak przydał, bo temperatura w wynajmowanym przez Airbnb pokoju była bardzo niska.

Pierwszy tydzień pobytu spędziłem w uroczej wiosce Pachna, oddalonej od szkoły językowej o prawie 40 km. Umożliwiło mi to codzienne ćwiczenie jazdy samochodem w drodze do szkoły i z powrotem. Położenie wioski u podnóża Olimbos – najwyższego szczytu na wyspie, zapewniło piękne widoki, czyste powietrze i górski klimat. Podobnie malownicza była codzienna droga – z widokiem na sady oliwkowe, plantacje winorośli w dolinach oraz połyskujące Morze Śródziemne na horyzoncie.

Mimo łagodnego klimatu panującego na Cyprze, w Pachnie noce były chłodne, czasem nawet z przymrozkiem. Mój pokój nie należał do najcieplejszych, a niezbyt efektywną metodę ogrzewania go przy pomocy klimatyzacji odkryłem dopiero drugiej nocy. Dlatego nocami raczej się ubierałem niż rozbierałem do snu. Jednak poranna kawa z widokiem na okoliczne wzgórza wynagradzała mi to z nawiązką. Pomagała też gorąca herbata z miodem i cytrynami, których nie trzeba było kupować – zawsze jakaś świeżo spadła i leżała na trawniku, więc podnosiłem ją w drodze z zakupów w jedynym we wsi sklepiku.

W sklepie tym poznałem pewną staruszkę, która mimo podeszłego wieku (wyglądała na 80 lat) pracowała tam przy kasie i tłumaczyła mi po angielsku (!!!), do czego służy produkt, który włożyłem do koszyka. Poznałem tam też kota – tubylca, który odprowadzał mnie ze sklepu do kwatery. Dawał się nakarmić i pogłaskać, jednak bez zbytniej poufałości. Cypr jest pełen dzikich kotów, które stanowią dla mieszkańców pewien problem. Łagodne zimy i brak naturalnych drapieżników sprzyjają rozrostowi ich populacji, co szkodzi ptakom i gryzoniom.

Szkoła językowa w Limassol to przede wszystkim miejsce spotkań ludzi z różnych części Europy. W mojej niedużej grupie znaleźli się Polacy, Ukraińcy, Czech i Mołdawianin. Zajęcia były ciekawe i wartościowe, mimo dużych różnic w poziomie naszych umiejętności. Prowadzący musieli sobie radzić z tą różnorodnością i potrafili ją wykorzystać, a nawet znaleźć czas na poszerzanie słownictwa związanego z naszymi nauczycielskimi specjalnościami. Przywiozłem między innymi nowe umiejętności związane z prowadzeniem działań matematycznych w języku angielskim.

Ważną częścią zajęć były przerwy kawowe, które spędzaliśmy w zaprzyjaźnionej kafejce, ćwicząc na jej właścicielach naszą wymowę angielskich słów. Zajęcia trwały do godziny 14, potem mieliśmy czas na homework i zajęcia własne, czyli zwiedzanie, zakupy oraz poznawanie lokalnej kuchni.

Na Cyprze pozostało wiele zabytków kultury antycznej, zwłaszcza związanych z kultem Afrodyty/Wenus. Część z nich miałem okazję zwiedzić podczas wycieczek organizowanych przez szkołę językową. Cypryjskiej kuchni próbowałem w dwóch odsłonach. W Pachnie były to głównie warzywa i owoce z dodatkiem oliwy i sporadycznie pojawiającym się mięsem. Tam zasmakowałem w karczochach podawanych na różne sposoby. W drugim tygodniu mojego pobytu, gdy zamieszkałem w hotelu w pobliżu plaży w Limassol, była to głównie kuchnia oparta na rybach i owocach morza – świeża, prosta i aromatyczna.

Podczas drugiej części pobytu mogłem już nie martwić się zimnem, ponieważ temperatura w centrum Limassol była znacznie wyższa, a na plaży zdarzało się spotkać kąpiących się ludzi. Krótsze podróże samochodem pozwoliły mi dostrzec, że problemem nie jest już dla mnie ruch lewostronny, ale osobliwa niechęć cypryjskich kierowców do używania kierunkowskazów oraz parkowanie w miejscach, które – moim zdaniem – do tego się nie nadają.

Podsumowując, uznaję, że zarówno nauka języka angielskiego, jak i jazdy w ruchu lewostronnym przyniosła mi wiele korzyści. Moja jedyna stłuczka zdarzyła się drugiego dnia jazdy, gdy poszukując bankomatu (ATM), wyszukiwarka Google wskazała mi jego lokalizację w Wielkiej Brytanii. Uznałem to za błąd aplikacji, ale gdy GPS zaprowadził mnie do szlabanu granicznego, okazało się, że na Cyprze nadal znajdują się obszary pod panowaniem Jej Królewskiej Mości. I właśnie wtedy lekko otarłem się o zaparkowany miejscowy samochód. Jednak w rozwiązaniu problemu pomógł mi język angielski, tłumacz Google, panująca tu życzliwość oraz dobre ubezpieczenie.

A wracając do cytatu ze wstępu („Richard Of York Gave Battle In Vain”), jego bezpośrednie tłumaczenie to: „Ryszard z Yorku stoczył walkę na próżno”. Szukając znaczenia tego tekstu, zagłębiłem się w historię Wielkiej Brytanii, a dokładniej Wojnę Dwóch Róż – konflikt w XV-wiecznej Anglii i Walii, który zaowocował czterema sztukami Szekspira.
Bitwa pod Wakefield w 1460 r. była jedną z pierwszych bitew w Wojnie Dwóch Róż i wczesnym zwycięstwem Lancasterów. Ryszard III pomimo zajmowania wzniesienia Sandal Castle, rozpoczął wtedy atak na znacznie większe siły obozujące u podnóża wzgórza. Całkowicie się to mu nie powiodło, a on zginął w tej walce. Nikt nie wie dokładnie, dlaczego to zrobił. Istnieje wiele teorii na temat jego błędnej oceny sił przeciwnika, jego przekonania, że przybędą posiłki, lub że został sprowokowany do walki przez podjudzenie Lancasterów. Stracił wtedy wszystko a pozostało nam po tym zdarzeniu mnemotachniczny tekst „Richard Of York Dave Battle In Vain” do zapamiętywania kolorów tęczy, który zna prawie każdy brytyjski uczeń oraz moi koledzy z grupy uczestniczący w projekcie Erasmus na Cyprze – oraz od teraz równie ty drogi czytelniku tego tekstu.
I tak oto oprócz nauki języka i jazdy w ruchu lewostronnym przywiozłem z Cypru także nową wiedzę historyczną!

Piotr Tałan

Kurs Języka Hiszpańskiego w Adeje (Teneryfa)


W dniach 21–31 stycznia 2024 roku miałem okazję uczestniczyć w intensywnym, dziesięciodniowym kursie języka hiszpańskiego na Teneryfie, w miejscowości Adeje. Kurs odbywał się w ramach programu “Zagraniczna mobilność edukacyjna uczniów i kadry edukacji szkolnej” finansowanego z Funduszy Europejskich dla Rozwoju Społecznego, działającego na zasadach Erasmus+. Kurs stanowił nie tylko doskonałą okazję do nauki podstaw języka, ale także do głębszego zanurzenia się w kulturę i przyrodę wyspy.
Edukacyjne doświadczenia
Podczas kursu intensywnie pracowałem nad podstawami języka hiszpańskiego, ucząc się zarówno gramatyki, słownictwa jak i praktycznych zwrotów, które mogłem od razu wykorzystywać w codziennych sytuacjach. Zajęcia prowadzone były w dynamiczny sposób, angażując uczestników w konwersacje, ćwiczenia fonetyczne oraz zadania rozwijające umiejętności słuchania i pisania. Dzięki temu nie tylko zdobyłem podstawowe kompetencje językowe, ale również zyskałem większą pewność siebie w komunikacji po hiszpańsku.
Dzięki osadzeniu w hiszpańskojęzycznym środowisku mieliśmy okazję ćwiczyć język w praktyce, zamawiając posiłki w lokalnych restauracjach, robiąc zakupy na targach czy rozmawiając z mieszkańcami. Tego rodzaju podejście sprawiło, że nauka była nie tylko skuteczna, ale także niezwykle przyjemna.
Odkrywanie przyrody i krajobrazów Teneryfy
Dzięki lokalizacji kursu mogłem odbyć również liczne wycieczki krajoznawcze, które pozwoliły mi odkryć niezwykłe bogactwo przyrodnicze Teneryfy. Myli się ten, kto uważa, że Teneryfa to tylko miejsce plażowania. Już pierwsze dni na wyspie uświadomiły mi jej niezwykłą różnorodność – od suchych, pustynnych krajobrazów na południu po wilgotne, zielone lasy na północy. Na Teneryfie poprowadzonych jest bardzo dużo szlaków pieszych, z których każdy może wybrać trasę odpowiednią do swojej kondycji i doświadczenia. W wielu miejscach zorganizowano darmowe miejsca piknikowe i kempingowe zwane tutaj “zona de acampada”. Są one wyposażone w miejsca do grillowania, toalety, stoły. Po rejestracji przez specjalną stronę internetową można na nich również przenocować w namiocie.
W ramach eksploracji odwiedziłem dwa spektakularne masywy górskie – Teno i Anaga. Góry Teno, z ich dramatycznymi klifami i głębokimi wąwozami, zrobiły na mnie ogromne wrażenie. Z kolei Anaga, z mglistymi lasami wawrzynolistnymi, przeniosła mnie w zupełnie inny, niemal bajkowy świat. Te różnorodne krajobrazy były dla mnie inspirującą lekcją o geologii i klimacie wyspy.
Nie mogło zabraknąć także wizyty wśród wulkanicznych krajobrazów Teneryfy. Szczególnie zapadły mi w pamięć wulkany Pico Viejo i Chinyero. Wędrówka po zastygłych lawowych polach i podziwianie surowych formacji skalnych pozwoliły mi zrozumieć, jak potężne siły natury ukształtowały tę wyspę.
Kolejnym punktem mojej podróży było suche południowe wybrzeże Teneryfy. Kontrast pomiędzy skalistymi klifami a błękitnym oceanem był niezwykle malowniczy. Miałem okazję zobaczyć surowe, niemal pustynne tereny oraz podziwiać spektakularne zachody słońca nad wodami Atlantyku.
Podczas pobytu na północy wyspy odwiedziłem jedno z najbardziej charakterystycznych drzew na Teneryfie – smocze drzewo w Icod de los Vinos. Jego majestatyczna sylwetka i legendy z nim związane sprawiły, że był to jeden z najbardziej magicznych momentów mojej podróży.
Podsumowanie
Dziesięciodniowy pobyt na Teneryfie był dla mnie nie tylko intensywnym kursem językowym, ale także niezapomnianą przygodą. Możliwość nauki hiszpańskiego w tak inspirującym otoczeniu oraz odkrywanie unikalnych krajobrazów wyspy sprawiły, że ten wyjazd był jednym z najbardziej wartościowych doświadczeń w moim życiu. Dzięki tej podróży nie tylko poszerzyłem swoje umiejętności językowe, ale także zyskałem nową perspektywę na kulturę i naturę Wysp Kanaryjskich.

Maciej Klima

Erasmus w Limassol – rozwój językowy i osobisty

Limassol, jedno z najbardziej urokliwych i dynamicznych miast na Cyprze, stało się dla mnie miejscem niezwykłych doświadczeń, które wpłynęły na moje życie na wielu poziomach. Udział w programie Erasmus był nie tylko szansą na zdobycie nowej wiedzy akademickiej, ale także okazją do rozwoju osobistego, poznania nowych kultur i udoskonalenia umiejętności językowych. Pobyt w tym miejscu wzbogacił mnie jako osobę, uczynił bardziej otwartą na świat i pozostawił niezatarte wspomnienia.
Pierwsze wyzwanie – problem z wejściem do apartamentu
Już pierwszego dnia po przyjeździe do Limassol czekało nas niespodziewane wyzwanie. Po długiej i wyczerpującej podróży dotarłyśmy do wynajętego apartamentu, tylko po to, by zdać sobie sprawę, że nie mamy kodu dostępu do budynku. Było już późno, ulice były niemal opustoszałe, a my stałyśmy z walizkami przed zamkniętymi drzwiami, zastanawiając się, co zrobić. W głowie pojawiły się najgorsze scenariusze – czy będziemy musiały spędzić noc na zewnątrz w obcym kraju, bez możliwości skontaktowania się z gospodarzem?
Serce biło mi szybciej, a adrenalina rosła z minuty na minutę. Po kilkunastu minutach gorączkowego przeszukiwania e-maili i wiadomości zaczęłam sprawdzać szczegóły rezerwacji na stronie Booking. Na moje szczęście, w końcu odnalazłam ukryty w szczegółach rezerwacji kod dostępu! Z ogromną ulgą wpisałam go na klawiaturze przy wejściu i drzwi wreszcie się otworzyły. Była to dla mnie lekcja, by zawsze dokładnie sprawdzać wszystkie szczegóły rezerwacji i nie wpadać w panikę, nawet w trudnych sytuacjach.
Doskonalenie umiejętności językowych
Jednym z najważniejszych aspektów mojego pobytu była codzienna komunikacja w języku angielskim. Uczestniczenie w zajęciach akademickich wymagało aktywnego posługiwania się tym językiem, co początkowo stanowiło wyzwanie. Jednak z każdym kolejnym dniem nabierałam pewności siebie w mówieniu i pisaniu. Dyskusje ze studentami z różnych krajów, wspólna nauka oraz rozwiązywanie codziennych spraw w języku angielskim znacząco podniosły moją biegłość.
Dodatkowo, Limassol dało mi okazję do nauki podstaw języka greckiego. Choć na początku wydawało się to trudne, stopniowo zaczęłam rozumieć podstawowe zwroty i wyrażenia, co pozwoliło mi lepiej funkcjonować w codziennym życiu. Proste rozmowy z lokalnymi mieszkańcami, zamawianie jedzenia w restauracji czy pytanie o drogę stały się dla mnie przyjemnym wyzwaniem i budowały moje poczucie kompetencji językowych. Otaczanie się osobami mówiącymi w różnych językach nauczyło mnie elastyczności w komunikacji oraz skutecznego pokonywania barier językowych.
Nie samą nauką żyje człowiek, a Erasmus to także czas na nawiązywanie nowych znajomości i odkrywanie uroków codziennego życia w nowym miejscu. Jednym z moich ulubionych rytuałów stało się spędzanie przerw w nauce w uroczych kawiarenkach rozsianych po całym Limassol. Każdego dnia wybierałam inne miejsce, gdzie przy filiżance aromatycznej cypryjskiej kawy mogłam odpocząć, zebrać myśli i porozmawiać z nowo poznanymi osobami. Te chwile relaksu były okazją do prowadzenia ciekawych rozmów z innymi studentami oraz mieszkańcami miasta. Często były to inspirujące dyskusje na temat różnic kulturowych, podróży czy planów na przyszłość. Dzięki nim czułam się bardziej związana z międzynarodową społecznością i otworzyłam się na nowe perspektywy.
Rozwój osobisty
Program Erasmus to nie tylko nauka, ale także doskonała okazja do rozwoju osobistego i kulturowego. Pobyt w Limassol pomógł mi stać się bardziej samodzielną i otwartą osobą. Codzienne funkcjonowanie w nowym miejscu, radzenie sobie z wyzwaniami i podejmowanie samodzielnych decyzji wymagało ode mnie odwagi oraz samodyscypliny. Musiałam samodzielnie organizować swój czas, zarządzać budżetem oraz znajdować sposoby na pokonywanie trudności, co wpłynęło na wzrost mojej pewności siebie.
Interakcje z ludźmi z różnych stron świata poszerzyły moje horyzonty i nauczyły mnie większej wrażliwości na różnorodność kulturową. Współpraca z międzynarodowymi studentami uświadomiła mi, jak ważna jest umiejętność adaptacji do zmieniających się warunków oraz elastyczne podejście do problemów. Nauczyłam się, że różne punkty widzenia mogą prowadzić do bardziej kreatywnych i skutecznych rozwiązań. Ponadto, uczestnictwo w licznych wydarzeniach organizowanych przez Erasmus Student Network i lokalne instytucje kulturalne pozwoliło mi lepiej poznać tradycje i zwyczaje Cypryjczyków.
Pobyt w Limassol w ramach programu Erasmus był dla mnie niezapomnianym doświadczeniem, które miało ogromny wpływ na moją edukację, rozwój osobisty i podejście do świata. Udoskonaliłam swoje umiejętności językowe, zdobyłam nowe kompetencje międzykulturowe i nauczyłam się większej samodzielności. Erasmus to nie tylko nauka, ale także wspaniała przygoda, która otworzyła mi drzwi do nowych możliwości i pozostawiła trwały ślad na całe życie. Już teraz wiem, że chcę tam wrócić jeszcze raz, aby ponownie poczuć tę niesamowitą atmosferę i odkrywać Limassol na nowo.

Kamila Rejman-Ruchlewicz

ERASMUS – czyli nauka angielskiego i wspaniała przygoda w jednym.

W tegoroczne ferie zimowe wzięłam udział w programie ERASMUS+. W ramach tego programu odbyłam kurs językowy w Limassol na Cyprze. Spośród wielu kierunków wybór padł właśnie na Cypr – gorącą europejską wyspę, z bogatą historią, kulturą i niesamowitą kuchnią.
Kurs językowy realizowałam w bardzo przyjemnej atmosferze, w międzynarodowym zespole szkoły „English in Cyprus”. Zajęcia odbywały się od poniedziałku do piątku. Każdy z uczestników kursu został zakwalifikowany na odpowiedni dla siebie poziom języka angielskiego. Co tydzień w piątek odbywał się egzamin, który udało mi się zdać. Szkoła oprócz zajęć językowych oferowała kursantom także wycieczki po Limassol, a we wtorki „Speaking club” w uroczej kawiarence Marine Limassol, gdzie mogliśmy prowadzić rozmowy w towarzystwie kursantów z całej Europy.
Podczas dwutygodniowego pobytu na Cyprze miałam możliwość kosztowania regionalnej kuchni, poznania jakże odmiennej od polskiej kultury Cypru, a także zwiedzania wielu urokliwych miejsc i poznania osób z różnych krajów Europy. Miałam okazję poznać nauczycieli z Czech ,Słowacji ,Ukrainy ,Rosji ,Cypru oraz innych szkół w Polsce.
Wszystkim uczestnikom Erasmus + odwiedzającym Cypr polecam”
-Ayla Napa, najpopularniejszy kurort na Cyprze z nieziemską plażą Nissi Beach na której piasek jest biały, a woda lazurowa. Zatoczka charakteryzuje się też niskim poziomem wody i dużym zasoleniem.

  • Cape Greco- wapienne skały osiągające do 10 m wysokości oraz wyrzeźbione jaskinie i formacje skalne. Liczne punkty widokowe zapewniają niesamowite pejzaże.
  • Stary port i Limassol Marina
  • Zamek Limassol – średniowieczne muzeum Cypru.
  • Słone jezioro w Larnace – charakteryzuje jest bardzo niski stan wody. W miesiącach zimowych zasiedlane jest przez migrujące flamingi. W okresie letnim w całości wyschnięte, pokryte grubym kożuchem soli.
  • Cerkiew św. Łazarza- najważniejsza świątynia w mieście.
  • Lefkara – klimatyczne miasteczko ukryte wśród wzgórz. Lefkara słynie w całej Europie z wyrobów koronkarskich oraz wyrobów ze srebra. Jak głosi legenda sam Leonardo da Vinci zakupił koronkowy obrus na ołtarz katedry mediolańskiej. Miasteczko ma swój niesamowity klimat , a tradycyjna architektura pozwala poznać unikatowość wyspy.
    Będąc na Cyprze nie można zapomnieć o niesamowitej roślinności, którą w Polsce znamy w wersji mini uprawianej w doniczkach. Turaj pod jednym fikusem mieściła się cała kawiarnia- ponad 30 stolików.
    Cypr słynie z ogromnej ilości wolno żyjących kotów. Zwierzęta są zaopiekowane przez miejscową ludność, regularnie dokarmiane, oraz budowane są dla nich specjalne domki. Drzewka cytrynowe i mandarynkowe rosną prawie przy każdym domu. Owoce są bardzo soczyste i smaczne.
    Polecam wszystkim udział w programie Erasmus. Kurs językowy, to nie tylko nauka w szkole. Udział w licznych wycieczkach fakultatywnych organizowanych przez szkołę językową oraz indywidualnie był okazją do ,,szlifowania’’ języka oraz poznawania niezwykle urokliwych miejsc wyspy .To okazja do rozmów z mieszkańcami na temat współczesnych problemów Cypru. Ta niesamowita przygoda połączona z nauką języka była dla mnie cennym doświadczeniem. Kurs umożliwił mi rozwój kompetencji językowych, wzrosło moje poczucie pewności siebie, nawiązałam nowe znajomości, które trwają do dziś. Wszystko to niewątpliwie przyczyni się do podniesienia jakości mojej pracy w szkole. To niezapomniane wspomnienia, nauka i znajomości, których nikt nam nie odbierze.

Bożena Kaczmarska

„Edukacyjna podróż na Maltę – nauka, kultura i niezapomniane doświadczenia w ramach Erasmus+”

Dzięki udziałowi w projekcie Erasmus+ miałam niezwykłą okazję odbyć dwutygodniowy kurs języka angielskiego na Malcie. Było to nie tylko intensywne doświadczenie edukacyjne, ale także inspirująca podróż, która pozwoliła mi na rozwój osobisty i zawodowy. Wyjazd odbył się w czasie ferii zimowych, co stworzyło idealne warunki do pełnego skupienia się na nauce i jednoczesnego odkrywania uroków tej malowniczej wyspy. Malta, ze swoją fascynującą historią, pięknymi krajobrazami i unikalnym klimatem, okazała się doskonałym miejscem do nauki i poszerzania horyzontów kulturowych.

Mój kurs odbywał się w European School of English (ESE) w St. Julian’s, jednej z najlepszych szkół językowych na Malcie. Program zajęć obejmował zarówno gramatykę i słownictwo, jak i ćwiczenia konwersacyjne, które pozwoliły mi przełamać barierę językową. Intensywne lekcje każdego dnia znacząco wpłynęły na moją pewność siebie w komunikacji w języku angielskim.

Ogromnym atutem kursu było międzynarodowe środowisko. Poznałam fantastycznych ludzi z różnych zakątków świata, w tym z Turcji i Libii. Dzięki temu miałam okazję dowiedzieć się więcej o ich kulturze, tradycjach i codziennym życiu. Rozmowy z nowymi znajomymi były niezwykle inspirujące – opowiadali mi o swoich zwyczajach, kuchni oraz systemach edukacji w ich krajach. Ta wymiana doświadczeń i spostrzeżeń pozwoliła mi spojrzeć na świat z nowej perspektywy i poszerzyła moje horyzonty.

Po zajęciach w szkole miałam okazję odkrywać piękno Malty, korzystając z wynajętego samochodu. Była to najlepsza decyzja, ponieważ pozwoliła mi zwiedzić wyspę we własnym tempie i dotrzeć do miejsc mniej dostępnych dla turystów.

Zachwyciła mnie Valletta – stolica Malty, pełna wąskich uliczek, barokowych kościołów i imponujących fortyfikacji. Spacerując po tym niezwykłym mieście, można poczuć jego bogatą historię i podziwiać spektakularne widoki na morze.

Kolejnym punktem mojej podróży była Mdina – „Miasto Ciszy”, dawna stolica Malty, otoczona średniowiecznymi murami. To miejsce, które urzeka swoją atmosferą – wąskie, kamienne uliczki sprawiają, że można poczuć się jak w innej epoce.

Odwiedziłam także Dingli Cliffs, najwyższe klify Malty, skąd rozciąga się niesamowity widok na Morze Śródziemne. To jedno z najpiękniejszych miejsc na wyspie, szczególnie o zachodzie słońca.

Jednym z najbardziej fascynujących miejsc, które miałam okazję zobaczyć, było Narodowe Akwarium Malty. To niezwykłe miejsce pozwala poznać podwodny świat Morza Śródziemnego – od kolorowych ryb tropikalnych, przez rekiny, po ośmiornice i koniki morskie. Spacerując wśród ogromnych akwariów, mogłam poczuć się, jakbym zanurzyła się w głębiny oceanu. Wizyta tam była nie tylko świetną atrakcją turystyczną, ale także edukacyjnym doświadczeniem, które przybliżyło mi bogactwo morskiej fauny i flory.

Podczas pobytu na Malcie nie mogłam sobie odmówić spróbowania lokalnych specjałów. Kuchnia maltańska to fascynujące połączenie wpływów włoskich, arabskich i brytyjskich.

Zachwyciły mnie świeże owoce morza, które serwowane były w niemal każdej restauracji nad brzegiem morza. Krewetki, kalmary, mule – wszystko było niezwykle aromatyczne i świeże, co sprawiało, że każdy posiłek był prawdziwą ucztą.

Nie mogłam też opuścić Malty bez spróbowania jej narodowego dania – królika w sosie winnym. To tradycyjny maltański specjał, którego historia sięga czasów średniowiecza. Mięso było niezwykle delikatne i soczyste, a bogaty, aromatyczny sos dodawał mu wyjątkowego smaku. To jedno z dań, które na długo zapadnie mi w pamięć.

Wyjazd na Maltę był dla mnie nie tylko okazją do nauki języka angielskiego, ale także do osobistego i zawodowego rozwoju. Dzięki temu doświadczeniu zwiększyłam swoje kompetencje językowe, co pozwoli mi skuteczniej korzystać z anglojęzycznych materiałów edukacyjnych. Miałam również możliwość poznania kultury i historii Malty, co było niezapomnianym przeżyciem i poszerzyło moje horyzonty. Zwiedzanie wyspy na własnych zasadach, dzięki wynajętemu samochodowi, umożliwiło mi dotarcie do miejsc poza głównymi szlakami turystycznymi, a nawiązywanie międzynarodowych znajomości wzbogaciło moje spojrzenie na różne kultury i tradycje. Dodatkowym atutem podróży było odkrywanie smaków maltańskiej kuchni, w tym świeżych owoców morza oraz tradycyjnego królika w sosie winnym, co stanowiło wyjątkową kulinarną przygodę.

Udział w programie Erasmus+ to wspaniała okazja. To nie tylko nauka języka, ale także możliwość poznania nowych kultur i zdobycia cennych doświadczeń, które mogą mieć realny wpływ na pracę w szkole.

Cieszę się, że mogłam być częścią tego projektu i mam nadzieję, że w przyszłości jeszcze nie raz będę miała okazję uczestniczyć w podobnych inicjatywach. Zachęcam wszystkich do korzystania z możliwości, jakie daje Erasmus+ – to niezapomniana przygoda i inwestycja w przyszłość!

Joanna Kot

KURS METODYCZNO-JĘZYKOWY Erasmus +

Początkiem września miałam okazję wziąć udział w tygodniowym kursie metodycznym na niemieckiej wyspie Lindau w Bawarii, który odbywał się w ramach projektu „Języki obce, nowe technologie i przyroda drogą do rozwoju naszej szkoły”. Dzięki staraniom o dofinansowanie koordynatora projektu oraz ogromnym wsparciu Dyrekcji szkoły mogłam pracować i uczyć się, a jednocześnie spędzić parę dni w niezwykłym miejscu.
Kurs koncentrował się na doskonaleniu języka niemieckiego na poziomie C1 oraz rozwijaniu umiejętności metodycznych w nauczaniu języka obcego. Niezwykle istotną rolę odgrywały liczne rozmowy w przerwach i po zajęciach i wymiana doświadczeń z nauczycielami języka niemieckiego z różnych krajów Europy, takich jak Francja, Włochy, Rumunia, Czechy i Austria. Lindau to wyjątkowe miejsce na naukę. Piękne okoliczności przyrody tej malowniczej wyspy położonej na Jeziorze Bodeńskim należącym do Niemiec, Austrii i Szwajcarii motywowały do nauki. Już sama lokalizacja była inspirująca – otoczona przepięknymi widokami, z zabytkową architekturą i kameralną atmosferą. Spokojne otoczenie sprzyjało nauce, a jednocześnie oferowało wiele możliwości do relaksu po intensywnych zajęciach. Szkoda tylko, że pogoda była już bardzo jesienna.

Głównym celem kursu było rozwinięcie umiejętności językowych uczestników na poziomie zaawansowanym (C1) oraz zapoznanie ich z nowoczesnymi metodami nauczania. Program zajęć był intensywny, ale dobrze zorganizowany, dzięki czemu codziennie zdobywaliśmy nowe umiejętności. Pierwszą część każdego dnia stanowiły lekcje językowe, które koncentrowały się na doskonaleniu komunikacji, rozumienia tekstów, poprawności gramatycznej oraz poszerzaniu słownictwa. Ważnym elementem były także zajęcia z fonetyki, które pomogły nam lepiej rozumieć różnice akcentowe i poprawiać wymowę. Nauczyciele stosowali różnorodne metody, w tym dyskusje, prezentacje i pracę w grupach, co ułatwiało aktywny udział wszystkich uczestników. Druga część dnia poświęcona była zagadnieniom metodycznym. Uczestnicy mieli okazję zapoznać się z nowoczesnymi technikami nauczania języka obcego, w tym z zastosowaniem technologii w edukacji, nauką przez gry i zabawy językowe, a także z metodami kształcenia zorientowanymi na komunikację. Dyskutowaliśmy o najnowszych trendach w nauczaniu, wymienialiśmy się doświadczeniami i dobrymi praktykami, co było niezwykle cenne zarówno dla doświadczonych nauczycieli, jak i tych, którzy dopiero zaczynają swoją karierę. To był czas inspirujących działań i refleksji nad własnym warsztatem pracy. Dodatkowo, codzienne rozmowy i wspólne działania integracyjne pomogły nam lepiej poznać różnorodność kulturową. Po zajęciach mieliśmy czas na odkrywanie uroków Lindau. Spacerując wąskimi uliczkami miasta, podziwialiśmy średniowieczne budynki, malownicze widoki na Alpy oraz przystań z charakterystyczną latarnią morską i lwem bawarskim. Wieczorami organizowano spotkania integracyjne, które sprzyjały nawiązywaniu nowych znajomości i dzieleniu się wrażeniami z dnia. Tygodniowy kurs metodyczny na wyspie Lindau w ramach programu Erasmus+ to nie tylko okazja do doskonalenia języka niemieckiego na poziomie C1, lecz także szansa na rozwój zawodowy i osobisty. Dzięki nowym umiejętnościom językowym oraz metodycznym uczestnicy kursu mogą lepiej przygotować się do pracy w międzynarodowym środowisku i efektywniej przekazywać wiedzę swoim uczniom.
Jako środek lokomocji wybrałam pociąg, ponieważ ekologia i Niemcy to prawie synonimy. Warto podkreślić starania tego kraju w temacie ochrony środowiska. Już w pierwszym dniu kursu każdy kursant otrzymał na początku butelkę wielokrotnego użytku z prośbą o podpisanie w celu zredukowania odpadów. Na każdej przerwie była możliwość nalania sobie wody ze specjalnego dystrybutora, kawy lub herbaty. We wszystkich marketach spożywczych są automaty do oddawania butelek szklanych, plastikowych oraz puszek. Mieszkańcy robią to chętnie, ponieważ kaucja wynosi od 1 do 2 zł w zależności od opakowania.
Udział w programie Erasmus+ to wyjątkowa szansa na rozwój zawodowy, edukacyjny i osobisty. W przyszłości chętnie skorzystam z takiego cennego doświadczenia jeszcze raz.

Anna Marzec

Cypryjskie impresje

Nie od razu dałem się przekonać do wzięcia udziału w programie Erasmus+ dla nauczycieli. Wakacje zwykle kojarzą mi się z beztroską i odpoczynkiem, a tym razem wyjazd urlopowy miał być połączony z nauką, rannym wstawaniem i zdążaniem na czas za którym nie przepadam w ciągu roku szkolnego a co dopiero w sierpniu. W końcu zgodziłem się z moją żoną, że może to być ciekawe doświadczenie i rozpoczęliśmy przygotowania do wyprawy. Działania związane z organizacją wylotu i zakwaterowania połączone były z wymianą korespondencji z bardzo pomocnymi pracownikami szkoły językowej Bayswater w Limassol, której studentem miałem być przez dwa sierpniowe tygodnie.
Pierwsze wrażenia po wyjściu z samolotu na lotnisku w Larnace to podmuch ciepła. Od razu poczułem, że długie spodnie i półbuty staną się zbędne. Szybko zresztą zamieniłem je na krótkie spodenki i sandały. Oczywiście niezbędne było nakrycie głowy, więc przez większość pobytu na wyspie moja czaszka chroniona była przez kapelusz. Transport z lotniska do hotelu zorganizowała szkoła językowa więc uniknąłem dodatkowych atrakcji związanych z ruchem lewostronnym, dzięki czemu mogłem podziwiać uroki cypryjskiej przyrody. W krajach śródziemnomorskich najbardziej lubię podziwiać rosnące wzdłuż ulic palmy daktylowe.
Do Limassol przybyliśmy w niedzielę więc pierwszy dzień poświęcony był zwiedzaniu najbliższej okolicy i rekreacji. Kąpiel w basenie, a po południu w falach Morza Śródziemnego wynagrodziła mi pobudkę w środku nocy.
Zanim zaczęły się zajęcia w szkole Bayswater trochę się przejmowałem. Co prawda przed wylotem wypełniłem przygotowany przez szkołę test kwalifikacyjny i uważałem, że poszło mi dobrze, ale spotkanie z wieloma nowymi osobami pochodzącymi z różnych krajów i „nawijanie” głównie po angielsku niekoniecznie mnie cieszyło.
Rzeczywistość okazała się jednak bardzo przyjemna. Grupę do której trafiłem w pierwszym tygodniu prowadziła sympatyczna lektorka (cypryjska Greczynka) a w kolejnym tygodniu Angielka mieszkająca od lat na Cyprze. W grupie oprócz mnie znalazło się także kilkoro Polaków, Czechów, Rosjan i Ukraińców, a także Francuzka i Japonka. Każdy z nas miał odmienny akcent, nie zawsze do głowy przychodziły słowa, których naturalnie użylibyśmy w swoim rodzimym języku, więc zdarzało się, że trzeba było się „nagimnastykować” aby się dobrze zrozumieć. Przy okazji nie brakowało zabawnych sytuacji. Nasze codziennie spotkania zaczynały się krótkim opowiadaniem o tym jak spędziliśmy popołudnie poprzedniego dnia, potem ćwiczyliśmy dialogi, dyskutowaliśmy na tematy przygotowane przez lektorkę lub wykonywaliśmy ćwiczenia z gramatyki. Był to dla mnie intensywny, ale bardzo cenny czas. Posługiwanie się angielskim stało się dla mnie dużo bardziej naturalne niż przed wyjazdem, mimo, że miałem już dawniej doświadczenia rozmów z obcokrajowcami nawet na interesujące mnie tematy historyczne. Teraz też, w miarę możliwości na zajęciach lub w trakcie przerw z innymi uczestnikami kursu starałem się przybliżać polską kulturę i historię.
Czas wolny wypełniały mi plażowanie połączone z pływaniem w morzu i nurkowaniem, spacery wzdłuż brzegu, również wieczorem, kiedy poziom temperatury spadał i w przyjemnym cieple można było się swobodnie poruszać. Oczywiście nie mogłem sobie odmówić zwiedzania ważniejszych z punktu widzenia historii i kultury miejsc na Cyprze. Skoncentrowałem się głównie na poznaniu południowej, greckiej części wyspy. Cypr bowiem od połowy lat 70. ubiegłego wieku podzielony jest na część grecką (południową) i turecką (północną). W kolejną niedzielę dotarłem do Pafos, dawnej stolicy Cypru, miasta z parkiem archeologicznym, w którym podziwiać można świetnie zachowane starożytne mozaiki z mitycznymi scenami oraz ślady agory. Pafos to również miasto, do którego dotarł w I wieku św. Paweł w trakcie swojej pierwszej podróży misyjnej. Jest tam kościół (Panagia Chrysopolitisa), w którym ksiądz Meksykanin odprawiał Mszę Świętą częściowo po polsku, a częściowo po angielsku. Warto było odwiedzić znajdującą się między Pafos a Limassol popularną wśród turystów skałę Afrodyty, przez Cypryjczyków określaną jako Skała Rzymianina (Petra tou Romiou) i podziwiać urokliwe zatoczki. W czasie eksploracji wyspy odbyłem też spacer po znanym ze sztuki koronkarskiej miasteczku Lefkara, przeszedłem się po słonym jeziorze w pobliżu Larnaki, które w tej porze roku jest wyschnięte i zwiedziłem znajdujący się nieopodal niego meczet. Samo Limassol to poza ścisłym centrum (z zamkiem, który odwiedził w XII wieku angielski król Ryszard Lwie Serce w czasie swojej wyprawy krzyżowej) miasto nowoczesne, a dzielnica, w której znajdował się mój hotel zdominowane przez Rosjan, których na Cyprze jest całkiem sporo. Do niesamowitych wypraw, które były moim udziałem zaliczyłbym również rejs statkiem wokół półwyspu Akamas z nurkowaniem w błękitnej lagunie. Przepływające w zasięgu dłoni ławice ryb, pełzające po dnie rozgwiazdy to widok, który będę jeszcze długo pamiętał. Do pełni szczęścia brakło mi tylko spotkania z żółwiem morskim.
Cypr jest piękną wyspą i szczerze polecam odwiedzenie go każdemu. Ja chętnie przybył bym tam jeszcze raz, ale w innej porze roku, kiedy na słonym jeziorze można podziwiać flamingi i w środku dnia nie trzeba chronić się przed słońcem. Wyjazd w ramach programu Erasmus+ był niezwykłą przygodą łączącą przyjemne z pożytecznym. Nauka języka w międzynarodowym towarzystwie pozwoliła mi podnieść swoje kompetencje, otworzyła na kontakty z ludźmi z innych państw i dodała pewności siebie. Cieszę się, że mogłem tego doświadczyć.

Marcin Strumiński

Cypr – wspomnienia

Cypr to najbardziej oddalone miejsce od domu, do jakiego planowałam się dotąd udać (oprócz Ziemi Świętej, którą zwiedziłam tuż przed pandemią). Od początku chciałam, żeby wyjazd w ramach projektu Erasmus+ dla nauczycieli był równocześnie rodzinną, egzotyczną
i urlopową przygodą. Tak więc planowanie pobytu w tej części świata zajęło mi pierwszą połowę urlopu. Wybieranie najlepszych strategii spośród kilku możliwych było już działaniem edukacyjnym. Czy zdecydować się na wynajęcie apartamentu tuż obok Morza Śródziemnego w Pisuri przy kamienistej plaży z perspektywą codziennego dojazdu autostradą do szkoły językowej w Limassol? Czy może wybrać hotel blisko szkoły, a na popołudniowe plażowanie i zwiedzanie różnych zakątków wyspy mieć do dyspozycji wynajęte auto? Z tych pomysłów zostałam wyleczona kiedy okazało się, że polecone hotele są przepełnione ze względu na sezon „wysoki”. Natomiast wynajem lokum w centrum miasta, gdzie temperatura powietrza miała być jeszcze wyższa niż w bardziej przewiewnych, choć też gorących, nadmorskich rejonach, nie był pociągający. Towarzyszka podróży podzieliła się pomysłem, aby wybrać hotel tuż przy piaszczystej plaży w Limassol z codziennym dowozem do szkoły (tam i z powrotem). Jednocześnie napięcie związane z podróżowaniem w roli szofera wynajętym wozem ruchem lewostronnym opadło… Ustaliliśmy z towarzyszami podróżowania, iż w inny sposób rozwiążemy kwestię transportu koniecznego do eksplorowania wyspy – europejskiej pod względem kulturowym, a azjatyckiej geograficznie.
Lot samolotem, krajobrazy zza chmur, emocje bliskich po raz pierwszy odbywających powietrzną podróż – stanowiły początkowy etap mojej przygody. Przypominam sobie, że podczas lądowania oglądałam „białą plamę”, która okazała się podczas późniejszego zwiedzania Słonym Jeziorem. Salt Lake w cypryjskiej Larnace jest zjawiskowe. Nietrudno do niego dotrzeć, bo znajduje się jedynie kilka metrów od drogi prowadzącej z lotniska do centrum miasta. Jednak w lecie to tylko solna tafla, przypominająca lodowisko, na której leżą grudki mieniącej się słonecznym blaskiem soli. W otoczeniu panoramy miasta z widocznym islamskim meczetem – Hala Sultan Tekke – tworzy oryginalny widok.
Aby przejść na inny poziom przyrodniczych doznań należałoby wybrać się w te miejsca podczas zimowej pory roku, która trwa na wyspie od listopada do marca. Nie w sierpniu. Zimowa, inaczej deszczowa, pora roku przyciąga tutaj stada flamingów, które mieszkają na podmokłym wówczas jeziorze. Przyroda na Cyprze jest wtedy odmienna – bujna, intensywnie zielona, ubarwiona żółtymi kwiatami (nie przeszkadza temu funkcjonowanie kilku stoków narciarskich, sztucznie naśnieżanych). Larnaca Salt Lake to tak naprawdę kompleks połączonych ze sobą czterech jezior: Aliki, Orphani, Soros i Spiro. Ich powierzchnia całkowita to ponad 2 km kw. Jest to jedno z najważniejszych siedlisk ptactwa wodnego w Europie. To miejsce upodobało sobie 85 gatunków ptaków wodnych (o takich widokach marzyliśmy planując tę podróż jednak ze względu na jedyną możliwość wspólnego wyjazdu w lecie, i to
w wakacje, poskromiliśmy „ptasie apetyty” i postanowiliśmy pocieszyć się nadzieją na bliskie spotkania z wielkimi żółwiami w naturze).
Zwiedzając w wolne dni zachodnie i wschodnie strony Cypru ze znakomitymi przewodnikami polskimi poznanymi spontanicznie już na miejscu, częściowo zrealizowaliśmy to pragnienie. Podczas rejsu statkiem do Błękitnej Laguny na wybrzeżu w pobliżu Lakki nurkowaliśmy oglądając ławice kolorowych ryb, podwodny świat w poszukiwaniu żółwi. Najpopularniejszymi gatunkami, które można oglądać w oszałamiających zatokach, są: żółw zielony (Chelonia mydas), a kolejnym Karreta (Carreta Carreta). Naturalnym pokarmem tych opancerzonych stworzeń morskich są glony i wodorosty, nie sałata (jak nasza pilotka wycieczkowa żartobliwie mówiła dzieciom). Widok rozpościerał się na park narodowy Akamas. Z kolei przemierzając na wschodzie miejscowość Agia Napa podziwialiśmy cypryjskie miejsca z jaskiniami, zatokami i charakterystyczną przyrodą, w tym słynną Nissi Beach z plażowiczami wielu ras i kultur.
Wrażenia edukacyjne z kursu językowego w Bayswater Cyprus były równie intensywne co turystyczne. Gdyby nie było w moim otoczeniu ani jednej osoby mówiącej po polsku, szok byłby dla mnie całkowity. Jednak i tak znajdowanie się w miejscu gdzie codziennie przez kilka godzin umysł pracował dynamicznie, by wszystkie myśli wyrażać w obcym języku, stanowiło dla mnie niezwykłe wyzwanie. Poznanie wartościowych osób z różnych części świata to ciekawe doświadczenie. Bardzo sympatyczna i kreatywna okazała się lektorka mojej grupy, cypryjska Greczynka.
Wracając z klimatyzowanych pomieszczeń i spacerując w pełni słońca w każdym zaułku można było oglądać koty – w ilości w jakiej gołębie tworzą tło krajobrazowe Krakowa. Koty
z różnym ubarwieniem sierści mieliśmy obok siebie przez cały pobyt na wyspie.
Podróże zagraniczne naprawdę poszerzają horyzonty mentalne człowieka, otwierają
na nieznane. Nawet w przypadku konserwatystów i zakochanych w swoim kraju patriotów.

Justyna Strumińska

Język angielski na Cyprze – wyzwanie, frajda i gościnność na talerzu.


Kto by nie chciał połączyć nauki języka angielskiego z wakacjami na słonecznym Cyprze? Brzmi jak sen, prawda? W ramach programu Erasmus miałem okazję spędzić czas na Cyprze, gdzie nie tylko szlifowałem swoje umiejętności językowe, ale również odkrywałem piękno wyspy – od lokalnych potraw po tajemnicze ruiny i plaże, na których podobno wyłoniła się z morskiej piany sama Afrodyta.
Na początek trzeba przyznać, że nauka angielskiego w takim miejscu nie jest łatwym wyzwaniem. Bo jak skupić się na gramatyce, gdy za oknem świeci słońce, morze szumi, a na horyzoncie wakacyjne krajobrazy. Niemniej jednak profesjonalne lekcje prowadzone przez miejscowych, bardzo zaangażowanych i otwartych lektorów były wciągające, a atmosfera międzynarodowa sprzyjała nauce. Możliwość konwersacji, a jednocześnie trening praktycznych umiejętności z ludźmi z różnych zakątków świata, jest wielkim plusem nauki za granicami kraju. Niezwykłą osobliwością jest to, że choć wszyscy posługują się językiem angielskim, jak można się domyślać za każdym razem brzmi on nieco inaczej.
Nauka języka w miejscu, gdzie jest on na co dzień używany, to kolejne z cennych doświadczeń, jakie oferuje Agencja Narodowa w ramach programu Erasmus+. Angielski na Cyprze to nie tylko lekcje, ale także dodatkowy bonus nauki języka, w miejscu gdzie każdy dzień staje się okazją do praktyki.
Cypr to wyjątkowa mieszanka kultur, które przenikają się od wieków, tworząc fascynujący kolaż tradycji, smaków. Na tej wyspie, położonej na styku Europy, Azji i Afryki, można wyraźnie odczuć angielskie, greckie i tureckie wpływy, które ukształtowały zarówno codzienne życie, jak i kulturę kulinarną. Choć Cypr jest podzielony na część grecką i turecką, obie kultury mają swoje miejsce na wyspie, a ich tradycje często się przenikają, tworząc unikalną mozaikę.
Jednym z najbardziej wyraźnych dziedzictw są ślady pozostawione przez Brytyjczyków, którzy rządzili wyspą przez prawie 80 lat. Język angielski jest obecny niemal na każdym kroku. Znajomość tego języka jest dość powszechna wśród mieszkańców, co sprawia, że nawet najbardziej zagubieni turyści mogą czuć się tutaj komfortowo. Podobnie jak w innych byłych koloniach angielskich, tak i tu obowiązuje ruch lewostronny, który często zaskakuje przyjezdnych.
Na Cyprze gościnność wyraża się na wiele sposobów, ale nic nie oddaje jej lepiej niż „meze”. To nie tylko zestaw przekąsek, ale cała filozofia posiłku i spędzania czasu z bliskimi. Zdecydowana większość restauracji dysponuje taką pozycją w swoim menu. Tradycyjne cypryjskie meze to zestaw około 20 dań serwowanych kolejno, na które składają się różne miejscowe dania wegetariańskie, jak i mięsne, a każde z nich zaskakuje bogactwem smaków. Na początek zazwyczaj pojawiają się dipy, takie jak tzatziki (jogurt z ogórkiem i czosnkiem), hummus (z ciecierzycy), czy melitzanosalata (pasta z bakłażana). Dalej na stole lądują grillowane warzywa, oliwki i ser halloumi, a do tego tradycyjny chleb pita. Jeśli chodzi o mięsne specjały, królują tu souvlaki – małe kawałki mięsa z grilla, oraz keftedes – smażone kotleciki mięsne. Z kolei w tureckim stylu nie może zabraknąć dań jak kebab czy kofta (mielone mięso przyprawione ziołami). Na zakończenie często serwuje się baklavę – słodki, orzechowy deser nasączony syropem. Nie przeceniaj jednak swoich możliwości, jedzenia jest naprawdę dużo i jednej osobie trudno zmieścić wszystkie smakołyki. „Meze” to nie tylko uczta dla podniebienia, ale także sposób na spędzenie czasu przy stole, to symbol cypryjskiej gościnności, gdzie każdy jest mile widziany. W trakcie takiej kolacji można nie tylko skosztować wielu dań, ale również poczuć klimat śródziemnomorskiego ucztowania.
Miejsca, które kojarzą się z kurortami wczasowymi na wyspie to Larnaka oraz Pafos i tam właśnie można znaleźć największą ilość turystów korzystających z pogody nieco mniej kapryśnej niż w naszym ojczystym kraju. Niemniej jednak sama wyspa nie jest wielkich rozmiarów, co ułatwia podróżowanie i zwiedzanie rozrzuconych w terenie osobliwości. Dużym ułatwieniem jest wypożyczenie samochodu, wyspa dysponuje wieloma wypożyczalniami, choć poruszanie się pojazdem w miejscu, gdzie obowiązuje ruch lewostronny a dookoła kierowcy nienachalnie interpretują przepisy kodeksu drogowego, jest nie lada wyzwaniem. W okolicach Limassol, warto zobaczyć starożytne ruiny z imponującym teatrem, z którego rozpościera się widok – zamek Kolossi, z długą i barwną historią, sięgającą czasów średniowiecza oraz Akrotiri – rezerwat przyrody, gdzie można obserwować flamingi w ich naturalnym środowisku. Trudno nie wspomnieć o dużej ilości plaż, gdzie każdy znajdzie swoją ulubioną, tę bardziej piaszczystą, nieco bardziej podobną do dobrze znanych wybrzeży Bałtyku, lub kamienną zwaną „White Stones” z białych wapiennych kamieni. Plotka głosi, że Afrodyta wybrała taką kamienno-żwirową, aby wyłonić się z piany morskiej w całej okazałości. Limassol jest nowoczesnym miastem, w którym pojawia się coraz więcej drapaczy chmur, niemniej jednak, spacerując po uliczkach położonych bliżej zamku można natknąć się na niewielkie tawerny serwujące „meze”, sklepiki z lokalnymi produktami, a także tętniące życiem promenady nadmorskie.
Wyjeżdżając nieco poza Limassol warto odwiedzić góry Trodos, a w nich najwyższy szczyt Olimp. W górach klimat jest nieco bardziej zbliżony do naszego i panują zdecydowanie niższe temperatury. Koniecznie należy zatrzymać się w drodze w góry w miejscowościach jak Omada, czy Lefkara, w których oprócz podziwiania maleńkich górskich miejscowości z uroczymi uliczkami i zakątkami można nabyć rękodzieło, np. ręcznie wyrabiane koronki.
Zatem Cypr to nie tylko egzotyczne miejsce położone trzy godziny lotu samolotem od Polski z ciepłym morzem i plażami. To miejsce, gdzie wiele kultur przenika się wzajemnie oferując unikatową mieszankę doznań (od kulturalnych, poprzez zabytki a na stole kończąc). Zwłaszcza jeżeli lubisz odkrywać i wyjdziesz poza stereotypowe szlaki i lokalizacje, poszukasz na mniej uczęszczanych ścieżkach. Nadto łatwość porozumiewania i możliwość doskonalenia umiejętności językowych zdecydowanie podnosi atrakcyjność tej wyjątkowej destynacji.

Zbigniew Stawarz

Francja, Anibes – dwa tygodnie pełne słońca, języka francuskiego i nowych doświadczeń!


Na początku lipca miałam niezwykłą okazję spędzić dwa tygodnie we francuskiej miejscowości Anibes, uczestnicząc w intensywnym kursie języka francuskiego dla początkujących w ramach programu Erasmus+. To był czas pełen nauki, kultury, nowych znajomości i niezapomnianych chwil.
Kurs był przeznaczony dla nauczycieli z różnych krajów z całego świata. Jednak najwięcej osób pochodziło ze Stanów Zjednoczonych, dzięki temu ćwiczyłam nie tylko język francuski, ale również angielski. Miałam szansę spotkać się z ludźmi z różnych kultur, wymieniać doświadczenia i uczyć się od siebie nawzajem. Program kursu był bardzo intensywny, ale jednocześnie niezwykle ciekawy. Kurs był prowadzony przez doświadczonych lektorów, którzy w przyjaznej atmosferze wprowadzali nas w tajniki poprawnej francuskiej wymowy. Język francuski nie należy do łatwych, a w szczególności fonetyka, co może stanowić wyzwanie. Dlatego też codziennie uczestniczyliśmy w zajęciach gramatycznych, leksykalnych i konwersacjach. Co więcej, musiałam napisać dwa testy, aby móc zaliczyć kurs! Lekcje były ciekawie prowadzone, z wykorzystaniem różnorodnych metod, takich jak ćwiczenia interaktywne, dyskusje grupowe i gry językowe. Dzięki temu czas spędzony na nauce upływał szybko i przyjemnie.
Jednym z największych atutów kursu była możliwość praktycznego zastosowania języka francuskiego w codziennych sytuacjach. Miałam okazję rozmawiać z mieszkańcami Anibes, którzy byli bardzo otwarci i chętni do pomocy zwłaszcza jeśli próbowałam mówić w ich ojczystym języku: ), robić zakupy na lokalnym rynku, zamawiać jedzenie w restauracjach i zwiedzać okoliczne miejscowości. Dzięki temu szybko nabrałam pewności siebie w mówieniu po francusku.
Oprócz nauki języka, miałam również wspaniałą okazję poznać francuską kulturę i tradycje. Anibes znajduje się na południu Francji w Prowansji nad pięknym Morzem Śródziemnym. Jest miejscem pełnym uroku, z niesamowitymi krajobrazami i zabytkowymi budowlami. Miasto to ma wiele do zaoferowania; nie tylko słynie z pięknych plaż, ale i również z bogatej historii. Miałam przyjemność zwiedzić Muzeum Picassa mieszczące się w murach średniowiecznego zamku. Słynny artysta przebywał w Antibes w połowie lat 40. XX wieku. Jego ceramiczne dzieła stanowią trzon tego muzeum. Innym niesamowitym miejscem, które odwiedziłam był Fort Carré, gdzie więziono Napoleona Bonaparte. W ciągu dwóch tygodni udało mi się również zwiedzić kilka pobliskich miejscowości, takich jak Cannes i Nicea. Każde z tych miejsc zachwyciło mnie swoim unikalnym charakterem i pięknem.
Jednym z najprzyjemniejszych aspektów pobytu we Francji była oczywiście kuchnia. Miałam okazję spróbować wielu tradycyjnych francuskich dań, i oczywiście wyśmienitych francuskich serów. Restauracje w Anibes oferowały szeroki wybór dań, zarówno tradycyjnych, jak i nowoczesnych. Ceny były przystępne, a jakość jedzenia bardzo wysoka. W Antibes znajduje się także słynne targowisko prowansalskie. Można tam kupić świeże owoce, warzywa, różne przyprawy oraz oryginalne wyroby wprost od lokalnych dostawców.
Pogoda podczas mojego pobytu była idealna. Słoneczne dni i wysokie temperatury sprzyjały spędzaniu czasu na świeżym powietrzu, zwiedzaniu i wypoczynkowi. Korzystałam z pięknych, piaszczystych plaż i malowniczych ścieżek spacerowych.
Z uczestnikami kursu często organizowaliśmy wspólne spotkania lub wycieczki do pobliskich miejscowości, co dawało nam okazję , aby ćwiczyć umiejętności językowe i miło spędzić czas.
Podsumowując, dwa tygodnie we Francji były dla mnie niezwykle wartościowym doświadczeniem. Kurs języka francuskiego był bardzo dobrze przygotowany i prowadzony, a Anibes okazało się idealnym miejscem na naukę i odpoczynek. Dzięki programowi Erasmus+ miałam możliwość poznać nowych ludzi, zwiedzić piękne miejsca i doskonalić swoje umiejętności językowe zarówno z języka francuskiego, angielskiego, a także metodyki nauczania języków obcych. To doświadczenie na pewno pozostanie na długo w mojej pamięci.


Małgorzata Grodowska