Cypryjskie impresje

Nie od razu dałem się przekonać do wzięcia udziału w programie Erasmus+ dla nauczycieli. Wakacje zwykle kojarzą mi się z beztroską i odpoczynkiem, a tym razem wyjazd urlopowy miał być połączony z nauką, rannym wstawaniem i zdążaniem na czas za którym nie przepadam w ciągu roku szkolnego a co dopiero w sierpniu. W końcu zgodziłem się z moją żoną, że może to być ciekawe doświadczenie i rozpoczęliśmy przygotowania do wyprawy. Działania związane z organizacją wylotu i zakwaterowania połączone były z wymianą korespondencji z bardzo pomocnymi pracownikami szkoły językowej Bayswater w Limassol, której studentem miałem być przez dwa sierpniowe tygodnie.
Pierwsze wrażenia po wyjściu z samolotu na lotnisku w Larnace to podmuch ciepła. Od razu poczułem, że długie spodnie i półbuty staną się zbędne. Szybko zresztą zamieniłem je na krótkie spodenki i sandały. Oczywiście niezbędne było nakrycie głowy, więc przez większość pobytu na wyspie moja czaszka chroniona była przez kapelusz. Transport z lotniska do hotelu zorganizowała szkoła językowa więc uniknąłem dodatkowych atrakcji związanych z ruchem lewostronnym, dzięki czemu mogłem podziwiać uroki cypryjskiej przyrody. W krajach śródziemnomorskich najbardziej lubię podziwiać rosnące wzdłuż ulic palmy daktylowe.
Do Limassol przybyliśmy w niedzielę więc pierwszy dzień poświęcony był zwiedzaniu najbliższej okolicy i rekreacji. Kąpiel w basenie, a po południu w falach Morza Śródziemnego wynagrodziła mi pobudkę w środku nocy.
Zanim zaczęły się zajęcia w szkole Bayswater trochę się przejmowałem. Co prawda przed wylotem wypełniłem przygotowany przez szkołę test kwalifikacyjny i uważałem, że poszło mi dobrze, ale spotkanie z wieloma nowymi osobami pochodzącymi z różnych krajów i „nawijanie” głównie po angielsku niekoniecznie mnie cieszyło.
Rzeczywistość okazała się jednak bardzo przyjemna. Grupę do której trafiłem w pierwszym tygodniu prowadziła sympatyczna lektorka (cypryjska Greczynka) a w kolejnym tygodniu Angielka mieszkająca od lat na Cyprze. W grupie oprócz mnie znalazło się także kilkoro Polaków, Czechów, Rosjan i Ukraińców, a także Francuzka i Japonka. Każdy z nas miał odmienny akcent, nie zawsze do głowy przychodziły słowa, których naturalnie użylibyśmy w swoim rodzimym języku, więc zdarzało się, że trzeba było się „nagimnastykować” aby się dobrze zrozumieć. Przy okazji nie brakowało zabawnych sytuacji. Nasze codziennie spotkania zaczynały się krótkim opowiadaniem o tym jak spędziliśmy popołudnie poprzedniego dnia, potem ćwiczyliśmy dialogi, dyskutowaliśmy na tematy przygotowane przez lektorkę lub wykonywaliśmy ćwiczenia z gramatyki. Był to dla mnie intensywny, ale bardzo cenny czas. Posługiwanie się angielskim stało się dla mnie dużo bardziej naturalne niż przed wyjazdem, mimo, że miałem już dawniej doświadczenia rozmów z obcokrajowcami nawet na interesujące mnie tematy historyczne. Teraz też, w miarę możliwości na zajęciach lub w trakcie przerw z innymi uczestnikami kursu starałem się przybliżać polską kulturę i historię.
Czas wolny wypełniały mi plażowanie połączone z pływaniem w morzu i nurkowaniem, spacery wzdłuż brzegu, również wieczorem, kiedy poziom temperatury spadał i w przyjemnym cieple można było się swobodnie poruszać. Oczywiście nie mogłem sobie odmówić zwiedzania ważniejszych z punktu widzenia historii i kultury miejsc na Cyprze. Skoncentrowałem się głównie na poznaniu południowej, greckiej części wyspy. Cypr bowiem od połowy lat 70. ubiegłego wieku podzielony jest na część grecką (południową) i turecką (północną). W kolejną niedzielę dotarłem do Pafos, dawnej stolicy Cypru, miasta z parkiem archeologicznym, w którym podziwiać można świetnie zachowane starożytne mozaiki z mitycznymi scenami oraz ślady agory. Pafos to również miasto, do którego dotarł w I wieku św. Paweł w trakcie swojej pierwszej podróży misyjnej. Jest tam kościół (Panagia Chrysopolitisa), w którym ksiądz Meksykanin odprawiał Mszę Świętą częściowo po polsku, a częściowo po angielsku. Warto było odwiedzić znajdującą się między Pafos a Limassol popularną wśród turystów skałę Afrodyty, przez Cypryjczyków określaną jako Skała Rzymianina (Petra tou Romiou) i podziwiać urokliwe zatoczki. W czasie eksploracji wyspy odbyłem też spacer po znanym ze sztuki koronkarskiej miasteczku Lefkara, przeszedłem się po słonym jeziorze w pobliżu Larnaki, które w tej porze roku jest wyschnięte i zwiedziłem znajdujący się nieopodal niego meczet. Samo Limassol to poza ścisłym centrum (z zamkiem, który odwiedził w XII wieku angielski król Ryszard Lwie Serce w czasie swojej wyprawy krzyżowej) miasto nowoczesne, a dzielnica, w której znajdował się mój hotel zdominowane przez Rosjan, których na Cyprze jest całkiem sporo. Do niesamowitych wypraw, które były moim udziałem zaliczyłbym również rejs statkiem wokół półwyspu Akamas z nurkowaniem w błękitnej lagunie. Przepływające w zasięgu dłoni ławice ryb, pełzające po dnie rozgwiazdy to widok, który będę jeszcze długo pamiętał. Do pełni szczęścia brakło mi tylko spotkania z żółwiem morskim.
Cypr jest piękną wyspą i szczerze polecam odwiedzenie go każdemu. Ja chętnie przybył bym tam jeszcze raz, ale w innej porze roku, kiedy na słonym jeziorze można podziwiać flamingi i w środku dnia nie trzeba chronić się przed słońcem. Wyjazd w ramach programu Erasmus+ był niezwykłą przygodą łączącą przyjemne z pożytecznym. Nauka języka w międzynarodowym towarzystwie pozwoliła mi podnieść swoje kompetencje, otworzyła na kontakty z ludźmi z innych państw i dodała pewności siebie. Cieszę się, że mogłem tego doświadczyć.

Marcin Strumiński

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *