Cypr to najbardziej oddalone miejsce od domu, do jakiego planowałam się dotąd udać (oprócz Ziemi Świętej, którą zwiedziłam tuż przed pandemią). Od początku chciałam, żeby wyjazd w ramach projektu Erasmus+ dla nauczycieli był równocześnie rodzinną, egzotyczną
i urlopową przygodą. Tak więc planowanie pobytu w tej części świata zajęło mi pierwszą połowę urlopu. Wybieranie najlepszych strategii spośród kilku możliwych było już działaniem edukacyjnym. Czy zdecydować się na wynajęcie apartamentu tuż obok Morza Śródziemnego w Pisuri przy kamienistej plaży z perspektywą codziennego dojazdu autostradą do szkoły językowej w Limassol? Czy może wybrać hotel blisko szkoły, a na popołudniowe plażowanie i zwiedzanie różnych zakątków wyspy mieć do dyspozycji wynajęte auto? Z tych pomysłów zostałam wyleczona kiedy okazało się, że polecone hotele są przepełnione ze względu na sezon „wysoki”. Natomiast wynajem lokum w centrum miasta, gdzie temperatura powietrza miała być jeszcze wyższa niż w bardziej przewiewnych, choć też gorących, nadmorskich rejonach, nie był pociągający. Towarzyszka podróży podzieliła się pomysłem, aby wybrać hotel tuż przy piaszczystej plaży w Limassol z codziennym dowozem do szkoły (tam i z powrotem). Jednocześnie napięcie związane z podróżowaniem w roli szofera wynajętym wozem ruchem lewostronnym opadło… Ustaliliśmy z towarzyszami podróżowania, iż w inny sposób rozwiążemy kwestię transportu koniecznego do eksplorowania wyspy – europejskiej pod względem kulturowym, a azjatyckiej geograficznie.
Lot samolotem, krajobrazy zza chmur, emocje bliskich po raz pierwszy odbywających powietrzną podróż – stanowiły początkowy etap mojej przygody. Przypominam sobie, że podczas lądowania oglądałam „białą plamę”, która okazała się podczas późniejszego zwiedzania Słonym Jeziorem. Salt Lake w cypryjskiej Larnace jest zjawiskowe. Nietrudno do niego dotrzeć, bo znajduje się jedynie kilka metrów od drogi prowadzącej z lotniska do centrum miasta. Jednak w lecie to tylko solna tafla, przypominająca lodowisko, na której leżą grudki mieniącej się słonecznym blaskiem soli. W otoczeniu panoramy miasta z widocznym islamskim meczetem – Hala Sultan Tekke – tworzy oryginalny widok.
Aby przejść na inny poziom przyrodniczych doznań należałoby wybrać się w te miejsca podczas zimowej pory roku, która trwa na wyspie od listopada do marca. Nie w sierpniu. Zimowa, inaczej deszczowa, pora roku przyciąga tutaj stada flamingów, które mieszkają na podmokłym wówczas jeziorze. Przyroda na Cyprze jest wtedy odmienna – bujna, intensywnie zielona, ubarwiona żółtymi kwiatami (nie przeszkadza temu funkcjonowanie kilku stoków narciarskich, sztucznie naśnieżanych). Larnaca Salt Lake to tak naprawdę kompleks połączonych ze sobą czterech jezior: Aliki, Orphani, Soros i Spiro. Ich powierzchnia całkowita to ponad 2 km kw. Jest to jedno z najważniejszych siedlisk ptactwa wodnego w Europie. To miejsce upodobało sobie 85 gatunków ptaków wodnych (o takich widokach marzyliśmy planując tę podróż jednak ze względu na jedyną możliwość wspólnego wyjazdu w lecie, i to
w wakacje, poskromiliśmy „ptasie apetyty” i postanowiliśmy pocieszyć się nadzieją na bliskie spotkania z wielkimi żółwiami w naturze).
Zwiedzając w wolne dni zachodnie i wschodnie strony Cypru ze znakomitymi przewodnikami polskimi poznanymi spontanicznie już na miejscu, częściowo zrealizowaliśmy to pragnienie. Podczas rejsu statkiem do Błękitnej Laguny na wybrzeżu w pobliżu Lakki nurkowaliśmy oglądając ławice kolorowych ryb, podwodny świat w poszukiwaniu żółwi. Najpopularniejszymi gatunkami, które można oglądać w oszałamiających zatokach, są: żółw zielony (Chelonia mydas), a kolejnym Karreta (Carreta Carreta). Naturalnym pokarmem tych opancerzonych stworzeń morskich są glony i wodorosty, nie sałata (jak nasza pilotka wycieczkowa żartobliwie mówiła dzieciom). Widok rozpościerał się na park narodowy Akamas. Z kolei przemierzając na wschodzie miejscowość Agia Napa podziwialiśmy cypryjskie miejsca z jaskiniami, zatokami i charakterystyczną przyrodą, w tym słynną Nissi Beach z plażowiczami wielu ras i kultur.
Wrażenia edukacyjne z kursu językowego w Bayswater Cyprus były równie intensywne co turystyczne. Gdyby nie było w moim otoczeniu ani jednej osoby mówiącej po polsku, szok byłby dla mnie całkowity. Jednak i tak znajdowanie się w miejscu gdzie codziennie przez kilka godzin umysł pracował dynamicznie, by wszystkie myśli wyrażać w obcym języku, stanowiło dla mnie niezwykłe wyzwanie. Poznanie wartościowych osób z różnych części świata to ciekawe doświadczenie. Bardzo sympatyczna i kreatywna okazała się lektorka mojej grupy, cypryjska Greczynka.
Wracając z klimatyzowanych pomieszczeń i spacerując w pełni słońca w każdym zaułku można było oglądać koty – w ilości w jakiej gołębie tworzą tło krajobrazowe Krakowa. Koty
z różnym ubarwieniem sierści mieliśmy obok siebie przez cały pobyt na wyspie.
Podróże zagraniczne naprawdę poszerzają horyzonty mentalne człowieka, otwierają
na nieznane. Nawet w przypadku konserwatystów i zakochanych w swoim kraju patriotów.
Justyna Strumińska